Z suszu chili można poza wszelkiej maści mieszankami przypraw czy sosami przygotować aromatyzowany olej lub oliwę która będzie rewelacyjnym dodatkiem do wszelkiego rodzaju sałatek oraz różnego rodzaju innych potraw. Samo wykonanie zajmuje jakieś 10min a butelką oliwy możemy się cieszyć przez następne kilka tygodni czy nawet miesięcy :) Sposobów wykonania aromatyzowanych oliw/olejów jest pewnie tyle ile ludzi na świecie…. dlatego opiszę jedynie mój ulubiony przepis na oliwę z oliwek na ostro. Dlatego jeżeli zostało wam trochę suszonych chili po sezonie zimowym lub zakupiliście więcej niż potrzebujecie dobrym pomysłem będzie zrobienie własnej oliwy.

SKŁADNIKI:

  • 0,5L oliwy z oliwek – dowolnego producenta, może być tania, może być droga i równie dobrze może to być to nawet olej rzepakowy jeżeli nie przepadamy za oliwą.
  • Duża, płaska łyżka suszonego rozmarynu – lub ( a nawet lepiej ), jeżeli macie świeży rozmaryn to 1 gałązka wysokości 3/4 butelki. Świeży rozmaryn w doniczkach można bez problemu dostać w większości marketów typu serlgros, makro, auchan etc…. Natomiast jeśli nie mamy świeżego rozmarynu, ten suszony ze sklepowej „tytki” nada się równie dobrze.
  • 2-4 ząbki świeżego czosnku – pokrojonego w połówki lub ćwiartki.
  • 10 ziaren pieprzu zielonego lub różowego – jeżeli nie macie, można dodać zwykły czarny byle by był w ziarnach. Osobiście najbardziej polecam zielony lub różowy gdyż są mało ostre i mają dość specyficzny aromat.
  • Chili, tutaj jest dowolność co do gatunku oraz ilości. Osobiście polecam odmiany ostre i jednocześnie niezbyt aromatyczne gdyż chili do oleju musimy wrzucić dość sporo aby nadać mu „mocy”. Z kupnych chili najlepiej do tego celu nadadzą się birds eye, natomiast jeśli uprawiamy sami chili to najlepsze będą te co mają około 1mln SHU ( naga morich, bhut jolokia etc. ). Bez obawy jeśli zostało nam dużo annuumów suszonych możemy równie dobrze nimi zaostrzyć oliwę tylko będzie trzeba ich dodać znacznie więcej.
    ( na zdjęciu, suszone de arbole oraz red i white habanero )

Wykonanie polega na wrzuceniu wszystkich składników do oliwy a następnie wstawieniu jej do lodówki na 2-3 tygodnie. W czasie w którym oliwa będzie w lodówce staramy się przynajmniej raz dziennie ją „wstrząsnąć”. Po upływie tego czasu oliwa już jest gotowa, nie mniej jednak z oliwą jak z winem, im dłużej postoi tym będzie smaczniejsza, ostrzejsza i bardziej aromatyczna :)

  1. pacpaw napisał:

    polecam jeszcze spróbować sposobu z rozgrzaną oliwą. Podgrzewamy do temperatury 50-60 stopni (taka temperatura nie zmieni jej właściwości prozdrowotnych) i zalewamy przygotowane dodatki. Podobno łatwiej i intensywniej wtedy łapie aromat dodatków

    • Wydaje mi się, że swobodnie do kilku miesięcy powinna wytrzymać – szczerze to mi osobiście się nigdy nie zepsuła oliwa… ale świeże składniki proponowałbym sparzyć przed zalaniem oliwą

  2. No oliwa z dobra dawka mocy, jak najbardziej w kuchni powinna sie znajdowac. Sic ja kiedys wlasnie parzylem mowie tu w tym wypadku o chili swiezej to po sparzeniu mialem takie odczucie ze stracila troche jednak na mocy. Ale dokladnie jesli o swie owoce warzywa … tylko i wylacznie parzymy. Ja swoja oliwe robilem z suszona odmiana Birds Eye. Lezalo gdzies okolo 3 tygonid od czasu do czasu przemieszalem zawartosc. I jest petarda w smaku. Do smazenia jakiejs kielbachy, a tym bardziej warzyw no petarda warzywka nabieraja smaku i odrazu lepiej to smakuje :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć poniższych znaczników HTML:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>